Reprezentacyjna siedziba królewska, jaką był pałac w Szydłowie, musiała być przygotowana na wizyty dworu Władysława Jagiełły jesienią i zimą. Okazuje się, że chłód w sali audiencyjnej był gościom niestraszny za sprawą wyjątkowego systemu grzewczego: pieców hypokaustycznych czyli średniowiecznej… podłogówki. Prywatną komnatę królewską ogrzewano w bardziej tradycyjny sposób, ale o tym opowiemy już w filmie.

Transkrypcja

Piotr Walczak: Jesteśmy we wnętrzach Pałacu Królewskiego w Szydłowie. Na zewnątrz, a i w środku -15 stopni i ciekaw jestem, jak sobie tu radzono w wiekach średnich przy takich temperaturach. Opowie nam o tym nie kto inny, jak Tomasz Olszacki. Witaj Tomaszu.

Tomasz Olszacki: Witaj Piotrze. Dzień dobry Państwu.

Radzono sobie w arcyciekawy sposób. Otóż kolejną, wyjątkową atrakcją szydłowskiego zamku, tutejszego pałacu jest unikalny kompleks pieców hypokaustycznych. Są to dwa piece, północny i gorzej zachowany piec południowy, które dawały szanse ogrzania tej wielkiej kubatury znajdującej się w wyższej kondygnacji.

Przypomnijmy, że poziom podłogi tego drewnianego ganku kiedyś rozpościerał się wszędzie nad nami. Natomiast ta oto ściana domykała dolną kondygnację. Nad nami zatem znajdował się płaski strop, nie tak zaś jak w chwili obecnej otwarta przestrzeń. Aby ogrzać wielką salę audiencyjną, salę sądową należało rozpalić piece hypokaustyczne. Jak one wyglądały?

Otóż każdy z pieców miał 4,5 na 4,5 metra w rzucie. To jest ta oto konstrukcja. Wiodły do niej dwa otwory: dolny i niezachowany górny. Otwór dolny, widzimy tutaj wymurowany w taki łagodny, półkolisty łuk, domykany był pewnie jakimiś metalowymi drzwiczkami. Za nim natomiast znajdowała się komora paleniskowa. To tutaj wrzucano opał i rozpalano go.

Nad komorą paleniskową, na tej wysokości, znajdowało się sklepienie, które przeprute było otworami. Poprzez te otwory ciepło docierało do kamieni znajdujących się w komorze akumulacyjnej czyli tej wyższej, górnej komorze. Kamienie nagrzewały się.

W trakcie spalania dym odprowadzany był poprzez przewody dymowe i otwierano podówczas szyber regulujący odpływ dymu. Następnie, kiedy kamienie znajdujące się w górnej komorze akumulacyjnej dostatecznie się nagrzały, podówczas zamykano szyber. Natomiast otwierano klapy w poziomie podłogi, którymi gorące powietrze z jednego i drugiego pieca dostawało się do wnętrza sali audiencyjnej.

Tym właśnie sposobem ogrzewano to wielkie pomieszczenie. Był to z pewnością sposób bardzo kosztowny, materiałochłonny. Pewnie ogromne ilości drewna należało spalić, aby dostatecznie ogrzać wnętrze. No, ale wnętrze było królewskie, towarzyszyło spotkaniom z monarchą, musiało więc tutaj być dostatecznie ciepło.

PW: Wiemy już jak wyglądała średniowieczna podłogówka, a ciekawy jestem jak król się ogrzewał w prywatnej komnacie, gdzie takiego ogrzewania podłogowego nie było. Powiedzmy o tym Tomaszu.

TO: Król ogrzewał się tutaj w sposób bardziej tradycyjny, mniej wyszukany, no i chyba nie przenoszący takich efektów w porze zimowej czy też późnojesiennej, jak w przypadku pieców hypokaustycznych.

Mianowicie w zachodnim murze komnaty królewskiej znajdował się wielki, okazały kominek. Analogie do tego rodzaju kominków znamy z licznych zamków europejskich, chociażby z zamku we francuskim Vincennes.

Możemy sobie zatem wyobrażać, że nad paleniskiem, które znajdowało się w tej oto półkolistej niszy, wznosiła się kapa, wsparta na konsollach i mająca kształt wycinka ostrosłupa. Pewnie w momencie królewskiego przyjazdu na szydłowski zamek, wszystko to było dodatkowo ozdobione. Na kapie rozwieszano tapiserie, obok mogły znajdować się herby. Do tego także nawiązuje współczesna dekoracja, a mianowicie tarcze z przedstawieniami heraldycznymi osobistego herbu króla Władysława Jagiełły oraz jego małżonki Jadwigi Andegaweńskiej.

Transkrypcja: Kasia Krzemińska