Jesteśmy w Muzeum Zamków Królewskich w Szydłowie. W tym odcinku opowiemy o wspaniale odwzorowanej figurze Kazimierza Wielkiego z insygniami królewskimi i o makiecie XIV-wiecznego Wawelu.

Transkrypcja

Piotr Walczak: Wspominaliśmy już, że Muzeum Zamków Królewskich to znakomite miejsce na żywe lekcje historii, a dlaczego? Bo można tu stanąć oko w oko z najsłynniejszym polskim królem. Witaj Tomaszu.

Tomasz Olszacki: Tak, chociaż to nie ja 😉 To Kazimierz Wielki, który znajduje się tuż obok. Kazimierz Wielki, którego figura znów inspirowana jest, podobnie jak w przypadku Władysława Jagiełły, nagrobną rzeźbą króla znajdującą się na jego sarkofagu stojącym w katedrze wawelskiej.

Szanowni Państwo, monarcha, ogólne jego cechy znamy z kilku przedstawień. Wiemy, że nosił zarost, długie, utrefione włosy. Natomiast na jego głowie wyobraziliśmy koronę, która inspirowana jest koroną podróżną monarchy, odnalezioną w początkach XX wieku na terenie Sandomierza.

Korona ta składa się z czterech elementów połączonych zawiasami. Każdy z nich, tak jak to w oryginale, wyklepano z miedzianej blachy, następnie złocąc ją. Kwiatony w postaci takich oto heraldycznych lilii oraz obręcz tutaj u podstawy korony, zdobiona jest kamieniami szlachetnymi w postaci takich oto kaboszonów. Mamy tutaj szafiry, mamy kryształy górskie. Generalnie korona taka, jaką król mógł miewać w Szydłowie, skoro była jego koroną podróżną.

Na ramionach króla widzimy błękitny płaszcz. Błękit to oczywiście kolor niebios, mądrości bożej. Znakomity kolor zatem dla kogoś, kto widział w sobie mądrego, znakomitego Salomona, na polskim tronie, monarchę niewątpliwie pysznego i znakomicie czującego się pośród innych, największych władców Europy swojego czasu.

Tutaj płaszcz spięty w taki oto sposób z wyobrażeniem na tarczkach herbu piastowskiego, czyli orła białego będącego odwzorowaniem z przedstawienia pieczęci Kazimierza Wielkiego.

Król odziany jest w szatę, która jest repliką włoskiego brokatu z XIV stulecia. Tutaj nicią wyszyto przedstawienia pelikana będącego uosobieniem Chrystusa poświęcającego się dla swojego kościoła.

Odzież dopasowana, widzimy rękawy dopasowane, zapinana okazałymi, złotymi guzami. Spięta natomiast wspaniałym, królewskim pasem, przedstawiającym zamkowe wieże. Pasy takie to naprawdę znakomitość. Znamy zaledwie kilka przedstawień tego rodzaju pasów z terenu całej średniowiecznej Europy. Ten natomiast jest odwzorowaniem pasa przedstawionego na tumbie grobowej króla Kazimierza Wielkiego.

Król dzierży oczywiście symbole swojej władzy: jabłko i berło.  Berło także będące odwzorowaniem zniszczonego nieco w pierwowzorze rzeźbiarskim berła na tumbie grobowej. W jego zwieńczeniu widzimy taki podwójny kwiaton, przy czym jego górna część składa się z 4 heraldycznych lilii.

Stopy króla odziane są w skórzane buty pokryte malunkiem, a także z takimi powybijanymi, ażurowymi, dodatkowymi zdobieniami. Na nogach króla oczywiście nogawice, tak jak to było w przypadku króla Władysława Jagiełły, podwiązane do pasa gacnego znajdującego się tutaj na królewskiej bieliźnie.

Monarcha w szydłowskim Muzeum Zamków Królewskich prezentowany jest jako fundator Zamku Wawelskiego.

Oczywiście Zamek na Wawelu to obiekt, który rozrastał się przez stulecia, a Kazimierz nadał mu tylko późnośredniowieczną formę, najokazalszą, która zresztą przetrwała do momentu renesansowej przebudowy z czasów ostatnich Jagiellonów.

Przyjrzyjmy się zatem Zamkowi Królewskiemu na Wawelu na tejże makiecie. Wokół nieregularnego dziedzińca widzimy domy zamkowe. Mianowicie dom północny, który wchłonął w swoją strukturę z pewnością wcześniejsze elementy zabudowy XIII-wiecznej i starszej.

U jego zachodniej części znajduje się kaplica pod wezwaniem św. Marii Egipcjanki, z zaznaczonym tutaj prezbiterium. Tutaj pewnie znajdowało się królewskie palladium z salą audiencyjną, wieża nazywana wieżą łokietkową, niesłusznie, bo jej metryka jest późniejsza, pochodziła z czasów Kazimierza Wielkiego, a przebudowana została przez Władysława Jagiełłę i Jadwigę u schyłku wieku XIV.

Tu natomiast południowo-wschodni dom zamkowy, o którym nie mamy wielu informacji i cała jego rekonstrukcja jest w znacznej mierze hipotetyczna. Z pewnością oczekuje on jeszcze na dalsze badania archeologiczne.

Wiemy, że prowadziły nań reprezentacyjne schody, które swój początek brały przy starej romańskiej rotundzie pod wezwaniem św. św. Feliksa i Adaukta.

Tutaj od strony północno-wschodniej widzimy elementy dodane nieco później, a mianowicie wieżę tzw. „duńską” pochodzącą z czasów jagiełłowych i datowany na ten sam okres wykusz nazywany „kurzą stopką”.

Transkrypcja: Kasia Krzemińska