Przygnany zimnym wiatrem usiadł na kamiennym murze, żeby odpocząć. Nic sobie nie robił ze świstu powietrza wzmagającego się między blankami. Co gwałtowniejsze podmuchy rozwiewały pióra na ogonie, burząc smukłą symetrię ptasiego ciała. Krogulec patrzył przed siebie, oceniając, jak daleko jeszcze do celu. Nie zwlekał długo. Zerwał się i poleciał dalej. Lodowaty wiatr pognał za nim, zwiastując rychłe nadejście zamieci.

Piotr Walczak