Wchodząc do kościoła św. Władysława w Szydłowie, nie widzimy od razu ołtarza głównego, jak to ma miejsce w innych katolickich świątyniach. Dlaczego? Odpowiedź na to i szereg innych pytań natury architektonicznej i historycznej znajdziecie Państwo w kolejnej odsłonie naszej filmowej serii. Odpowiedź na to i szereg innych pytań natury architektonicznej i historycznej znajdziecie Państwo w kolejnej odsłonie naszej filmowej serii. W odcinku 11 zwiedzaliśmy kościół na zewnątrz, teraz poznamy go od środka.

Transkrypcja

Piotr Walczak: Dzień dobry Państwu.

Tomasz Olszacki: Dzień dobry.

PW: W jednym z poprzednich odcinków obchodziliśmy dookoła kościół św. Władysława, zapoznaliśmy się z architekturą kościoła na zewnątrz, a dzisiaj pora, żeby zajrzeć do środka…

TO: Tak, zapraszam.

PW: Chodźmy więc.

Dla osoby, która pierwszy raz znajduje się we wnętrzu kościoła pod wezwaniem św. Władysława pewne zdziwienie budzi fakt, że przy wejściu nie widać od razu ołtarza głównego. Powiedzmy dlaczego tak jest Tomaszu.

TO: Tak… jest to taka nadzwyczajna osobliwość naszego szydłowskiego kościoła, która może być postrzegana jako swego rodzaju fanaberia średniowiecznego architekta.

Jeśli spojrzymy teraz na nawę widzimy, że prostokątna nawa przedzielona jest po środku dwoma filarami. Pierwszy, drugi. Filary te dźwigają wspaniałe sklepienie, takie powiedzmy dwa parasole. Jeśli przyjrzeć się temu sklepieniu zauważymy, że są to takie trójpromienne wiązki żeber łączące się w układ, który, gdyby analizować go na rysunku rzutu wyglądałby jak dwie pięcioramienne, przenikające się gwiazdy.

Z czym mamy w ogóle do czynienia? Otóż może opowieść tę najlepiej rozpocząć od pewnego fragmentu kroniki Jana Długosza, w którym to nasz wielki dziejopis poinformował nas, że król Kazimierz Wielki w swoim czasie napominany był przez duchownego, księdza Marcina Baryczkę, za nie dość moralne prowadzenie się. Skutkiem tych napomnień była śmierć księdza Marcina, który zginął wpuszczony gdzieś pod lód wiślański, niedaleko wawelskiego wzgórza.

Ponoć ta haniebna śmierć księdza Baryczki zaskutkowała królewską ekspiacją, czyli pokutą w związku z którą wzniósł on kilka świątyń charakteryzujących się bardzo podobną bryłą, architekturą. Mamy kilka takich kościołów, a mianowicie: Szydłów, Niepołomice, Stopnica i Wiślica. Wszystkie one rzeczywiście mają wspólną cechę, polegającą na tym, że pośrodku nawy osiowo ustawione są tam filary dźwigające sklepienie, a tym samym wchodząc do kościoła, jak to Piotrze zauważyłeś, nie widzimy ołtarza głównego. W przypadku Stopnicy, naszego Szydłowa oraz Niepołomic są to dwa filary dźwigające sklepienie. Więcej jest ich w Wiślicy, natomiast koncept architektoniczny jest niejako taki sam.

Jak to wszystko ma się do rzeczywistości. Otóż najprawdopodobniej opowieść Długosza traktować możemy jako swego rodzaju moralizującą opowieść, która miała wpłynąć raczej na czytelnika, odbiorcę kroniki, pokazując tutaj polskiego monarchę jako pokutnika i jakoś najwyraźniej Długosz starał się wyjaśnić, stosując tego rodzaju schematy, architektoniczny fakt, z którym miał do czynienia. Być może, którego treści sam do końca nie rozumiał. Natomiast w świetle najnowszych badań historyków architektury i sztuki okazuje się, że prawda była chyba zupełnie inna.

A mianowicie wspomniane kościoły, wspomniana grupa kościołów osiowo-filarowych to wcale nie realizacje ekspiacyjne, pokutne, ale raczej kościoły, które, wręcz przeciwnie, sławić miały potęgę Kazimierza Wielkiego, chwałę jego królestwa i ideę zjednoczonego „Regnum Poloniae”.

Patrząc na tutejsze sklepienie widzimy pewne elementy, które są powtarzalne w architekturze królewskiej i to nie tylko w architekturze sakralnej. Otóż jeśli spojrzeć na Zamek Wawelski i na tamtejszą wieżę o nazwie „Kurza noga”, w której to mieściły się na kolejnych 3 kondygnacjach sklepione wnętrza, w tym na najwyższej kondygnacji wspaniałe parasolowe sklepienie wsparte na centralnym filarze, widzimy tam dokładnie ten sam sposób myślenia o architekturze czyli słup, na nim parasol sklepienia i te trójpromienne wiązki żeber sklepienia pozaczepiane na ścianach dookoła. Wszystko to sprawia wrażenie pewnej strzelistości, takiej wertykalizacji wnętrza. Jednocześnie z takim pewnym ujednoliceniem przestrzeni.

Analogicznie, jak powiedziałem, jest we wspomnianej grupie kościołów, które najpewniej miały bardzo silny związek z królewskim majestatem. Wszystkich zasad tego konstruktu nie jesteśmy sobie dzisiaj w stanie wyjaśnić. Najprawdopodobniej natomiast świątynie znajdujące się pod królewskim patronatem, w ważnych ośrodkach miejskich, ale i rezydencjonalnych kazimierzowskiego królestwa związane były ze stałym przypominaniem obecności króla poprzez taką a nie inną formę, dla której być może źródeł możemy doszukiwać się w kościołach z terenu Austrii, jak w Imbach.

Natomiast w kościołach małopolskich została ta forma rozwinięta najpiękniej. Widać tu pewną surowość potraktowania wnętrza. Nie mamy tutaj rozbuchanego gotyku. Natomiast sama forma wykazuje się daleko idącą indywidualnością i na pewno można ją postrzegać jako jedną z najciekawszych kierunków rozwoju XIV-wiecznej architektury gotyckiej na terenie Europy Centralnej.

Wielobocznie zamknięte prezbiterium, mniejsze od nawy, przykryte jest obecnie nowożytnym sklepieniem kolebkowym z lunetami, z takimi też oto lizenami na których sklepienie się opiera, przyległymi do załomów muru prezbiterialnego.

W murze północnym widzimy portal prowadzący do średniowiecznej zakrystii, do której jednak udamy się przy innej okazji.

Odwracając się natomiast, patrząc w kierunku zachodnim, widzimy emporę, obecnie chór muzyczny. Natomiast niegdyś, być może, przestrzeń tamta związana była z prezentacją królewskiego majestatu bądź jakąś liturgią związaną z królewskim patronatem. Dokładnie tego nie wiemy, natomiast kontekst porównawczy zarówno względem kościoła wiślickiego, stopnickiego jak i pewnych świątyń europejskich pokazuje nam, że być może ta zachodnia strefa związana była bardzo ściśle z osobą Kazimierza Wielkiego, z prezentacją królewskiego majestatu.

Nadmienić także należy, iż w kościele szydłowskim wskutek zniszczenia jego sklepienia, nie zachowały się pierwotne zworniki, czyli te elementy spinające żebrowanie sklepienne. Widzimy tutaj wyłącznie takie płaskie płytki w ich miejscu. Natomiast niegdyś, sugerując się także tym kontekstem porównawczym Niepołomic, Stopnicy, Wiślicy, również kościoła sandomierskiego, spodziewać się możemy, że zworniki pokrywała rzeźba architektoniczna odwołująca się najprawdopodobniej w czytelny dla współczesnych sposób do idei Królestwa Polskiego i wielkości Kazimierza Wielkiego.

Zworniki we wspomnianych kościołach przedstawiają herby ziemskie, herby możnowładcze, a także w bezpośredni sposób nawiązują do osoby króla i osadzają go także poprzez wyobrażenia plastyczne w pewnym kontekście sakralnym, religijnym, co ma niewątpliwie związek z sakralizacją monarszego majestatu.

Patrząc na północny mur kościoła widzimy, że przepruty jest on dwoma takimi półkolistymi arkadami. Dokonało się to w początkach XVI stulecia, kiedy to powstała przy szydłowskiej farze tzw. kaplica literacka. Zatem rozebrano tutaj fragment średniowiecznego muru i powstało takie oto wnętrze przykryte, widzicie Państwo, kolebą, z gotyckimi, rozglifionymi, ostrołucznymi otworami oświetlającymi je. Same ściany pokryte są natomiast polichromią powstałą w latach 90-tych XX stulecia, autorstwa prof. Mariana Czapli z Warszawy, wywodzącego się z tych właśnie terenów znanego malarza, artysty.

Zapraszamy teraz, przejdziemy sobie schodami, na chór muzyczny. Uwaga na głowę… tutaj widzimy rozkutą średniowieczną ścianę, czyli pierwotnie komunikowano się inaczej z tym miejscem.

I jesteśmy już na chórze muzycznym, przy nas organy. Jeśli prawdą jest, że strefa ta związana była z obecnością króla, to cóż, być może oglądamy teraz szydłowską farę z kazimierzowskiej perspektywy. Jakkolwiek chciałbym teraz opowiedzieć o nieco innej sprawie, a mianowicie całe wnętrze kościoła nieomalże jest konserwatorską rekonstrukcją wykonaną w latach 40-tych, początku lat 50-tych XX stulecia.

Kościół szydłowski niestety ogromnie ucierpiał w trakcie II wojny światowej, kiedy to znalazł się na linii radziecko-niemieckiego frontu. Zawalił się dach, zawaliły się częściowo mury pod ostrzałem, ale szczęśliwie, tuż po wojnie, podjęto pod kierunkiem architekta Jerzego Żukowskiego, znakomite prace, które zmierzały do regotyzacji, czyli przywrócenia wnętrzu gotyckiej formy w pełni jego splendorów.

I co ciekawe, Szanowni Państwo, jak się okazuje, analiza źródeł pisanych informuje nas, że już przed 1598 rokiem rozebrane zostały te oto filary, gotyckie sklepienia, a kościół przykryty został stropem płaskim.

Najprawdopodobniej zatem w okresie renesansu ten gotycki podział wnętrza, tak znamienny dla kazimierzowskiej fundacji, okazał się zbędny, przeszkadzający. Być może to, o czym słyszeliśmy na początku dzisiejszego spotkania, czyli właśnie to przysłonięcie ołtarza głównego, to ekstrawaganckie niejako rozwiązanie przestrzeni wewnątrz kościoła, nie spotykało się z uznaniem i przychylnością szydłowskich proboszczów i wiernych w okresie wczesnonowożytnym.

Rozebrano zatem już wówczas filary, sklepienia. Przykryto wszystko stropem płaskim i w takiej postaci pokiereszowany zresztą także i późniejszymi XVIII-to i XIX-to wiecznymi przebudowami kościół dotrwał do II wojny światowej.

Po niej zdecydowano się przywrócić mu dawną, pierwotną, kazimierzowską formę, która do dzisiaj zachwycać nas może swoim niewątpliwym pięknem.

Transkrypcja: Kasia Krzemińska